🎯 Stawiasz sobie zbyt wygórowane cele? Są dwie rzeczy, które możesz zrobić.


Jedną z typowych przeszkód, które pojawiają się na drodze do realizacji naszych wartości jest stawianie sobie zbyt wygórowanych celów.

Jeżeli nasze cele przekraczają nasze możliwości i zasoby, które posiadamy to – albo się poddamy, albo poniesiemy porażkę w realizacji działań, zgodnych z naszymi wartościami.

Do naszych podstawowych zasobów najczęściej zaliczamy: nasze umiejętności, czas, pieniądze oraz zdrowie fizyczne.

I kiedy brakuje Ci wystarczających zasobów do realizacji Twoich celów, są dwie rzeczy, które możesz zrobić:

Możliwość nr 1

Wymyśl sobie nowy cel, dzięki któremu powiększysz lub wzmocnisz swoje zasoby.

  • Jeżeli brakuje Ci określonych umiejętności, to Twoim nowym celem może być na przykład ukończenie szkolenia lub skorzystanie z pomocy mentora, który pomoże Ci pewne rzeczy w sobie rozwinąć lub nadrobić.
  • Jeżeli brakuje Ci pieniędzy, to Twoim nowym celem może być wdrożenie planu oszczędzania (np. w najbliższym kwartale).
  • Jeżeli nie masz wystarczającej kondycji fizycznej, to Twoim nowym celem może być chodzenie dwa razy w tygodniu na basen lub codzienne spacery.
  • Jeżeli brakuje Ci czasu, to Twoim nowym celem może być przeorganizowanie planu dnia i – być może – rezygnacja z niektórych aktywności.

Możliwość nr 2

Jeżeli jednak zdobycie nowych zasobów nie leży w zakresie Twoich możliwości, po prostu zaakceptuj te ograniczenia i zmień cel. Po to, żebyś mógł się zaadaptować w możliwie najlepszy sposób. Zwinnie!

Terror celów

Problemem wielu liderów jest zbytnie "uwiązanie się" do celów. Czasem wręcz – obsesja na punkcie ich realizacji. To, po części, wynika z naszej zachodniej kultury, która definiowaniu i realizacji celów nadała status religijnego dogmatu. Jest to bardzo odczuwalne zwłaszcza w zarządzaniu i przywództwie.

W efekcie, dla wielu liderów realizacja celu staje się częścią ich tożsamości. Nie potrafią "odpuścić", nawet kiedy w ich otoczeniu pojawia się coraz więcej dowodów na to, że ich celu nie da się zrealizować albo, że był niemądry.

Mimo twardych danych i tak idą w zaparte. Nie zniechęcają się, a wręcz przeciwnie. W takich sytuacjach, jakby mocniej powtarzają sobie: "powinienem dać z siebie więcej", "powinienem w to włożyć więcej wysiłku" albo "zatrudnić więcej ludzi". I kiedy tak się dzieje, jest coraz gorzej.

Agile to empiryzm

Filozofia agile zbudowana jest na empiryzmie – obserwuj i adaptuj, ucz się na doświadczeniu, wyciągaj wnioski, zmieniaj kierunek.

Dla mnie agile to nie tylko sposób pracy z produktem, ale także konkretne przywództwo. Takie, w którym lider stosuje empiryzm, również w pracy z celami.

Jeżeli nie może ich zrealizować, definiuje inne cele, które pomogą mu znieść jego ograniczenia. Jeżeli jest to niemożliwe, zmienia cel lub odpuszcza.

I pozdrawiam zwinnie 🦁

linkedintwitterpodcastexternal-link

Hej! Tu Mariusz – twórca Zwinnego Newslettera.

Poniżej znajdziesz kilka ostatnich wydań newslettera. Rzuć na nie okiem w wolnej chwili i daj się zainspirować.

Read more from Hej! Tu Mariusz – twórca Zwinnego Newslettera.

Ostatnio siedzieliśmy na zajęciach z literatury muzycznej na Akademii Muzycznej. I rozmawialiśmy o przełomach. O tym, jak rodziły się nowe style muzyczne. Jazz, który był skandalem. Dodekafonia, której nie chciały sale koncertowe. Rock and roll, który „deprawował młodzież”. Za każdym razem ten sam schemat. Nowe brzmienie pojawia się na horyzoncie, a środowisko zaciska pięści. Krytykuje. Odrzuca. Czasem przez lata całe. I nagle ktoś wspomniał o Chaplinie. Chaplin przez lata odmawiał pracy w...

W ostatnim newsletterze pisałem Ci o kosmitach. O tym, jak bardzo chcemy, żeby „ktoś tam był”. Ktoś mądrzejszy, ktoś z zewnątrz, ktoś kto wie więcej i zdejmie z nas ciężar odpowiedzialności za własne życie. Ten tekst był o potrzebie zewnętrznego punktu oparcia. Dzisiaj chcę pójść o krok dalej. I przyznam, że to jeden z trudniejszych tekstów, jakie przyszło mi napisać. Bo dotyczy czegoś, co jest zdecydowanie bliżej mnie niż kosmici. Przez prawie czterdzieści lat życia musiałem mieć kogoś, na...

Jechaliśmy z Olą w Gorce. Droga długa, rozmowa leniwa, jeden z tych momentów, kiedy myśli płyną same. I nagle, nie wiem skąd, wyskoczył mi temat kosmitów. – A co, jeśli tam ktoś jest? – zapytałem. Ola zastanowiła się chwilę. – A co, jeśli tam nikogo nie ma? I wtedy poczułem coś dziwnego. Jakiś taki lekki niepokój. Jakby ta druga opcja była… cięższa. Dlaczego tak bardzo chcemy, żeby „ktoś tam był”? Bo to by znaczyło, że ktoś wie lepiej. Ktoś już przez to przeszedł. Może patrzy. Może pomoże. A...