W ramach badania, które zostało przeprowadzone w Akademii Wojskowej Stanów Zjednoczonych poproszono dwanaście tysięcy oficerów o ocenę dwudziestu trzech mocnych stron skutecznego lidera.
Jak się okazało, na końcu tej listy znalazły się cechy, które miały związek z wiedzą techniczną i taktyczną. Wśród cech ocenionych najwyżej znalazły się: troska i dbałość o innych. Prawie 90% oficerów uznało, że są to niezbędne atuty przywódcy.
Miłość i troska to słowa, które raczej nie kojarzą nam się z biznesem (a z wojskiem to już w ogóle!). Dużo łatwiej jest nam mówić o miłości w kontekście rodziny, przyjaciół, kościoła, organizacji społecznych – ale nie w biznesie. Jakby nie miała nic wspólnego z efektywnością i świadczyła o słabości lidera.
Ostatnio dużo się nad tym zastanawiam, rozmawiam nawet z liderami. I różnie te rozmowy wychodzą. Ale widzę, że chyba powoli dociera do nas, że miłość i troska wcale nie świadczą o słabości lidera. Co więcej, że między miłością, a siłą w biznesie nie ma sprzeczności.
Co ważne, w miłości nie może być strachu. Niestety wciąż wielu liderów uważa, że strach jest najlepszy dla pracowników. Jest zupełnie odwrotnie.
Jeżeli kiedykolwiek zdarzyło Ci się doświadczyć strachu w swojej pracy, to wiesz, jakie mogą być jego skutki. Ludzie, którzy się boją, stają się podejrzliwi. Chowają głowy w piasek. Najlepsze pomysły zostawiają tylko dla siebie. Są wyrachowani i często cierpią na poniedziałkową depresję.
Lęk to przeciwieństwo miłości. Lek blokuje w nas pełną samorealizację. A przez≠ to blokuje też pełny rozwój potencjału firmy.
John Mackey (współzałożyciel i CEO Whole Foods), w swojej książce "Świadomy Kapitalizm" napisał, że lider, którzy łączy swoje zdolności intelektualne z troską o innych, osiąga prawdziwą władzę.
Pięknie ujął to też Martin Luther King w swoim przemówieniu w Atlancie w 1967 roku (8 miesięcy później został zamordowany):
Bądźmy więc liderami o dużym SERCU! Bo miłość jest podstawą dobrego przywództwa.
Mam nadzieję, że nie było dzisiaj zbyt patetycznie? Piszę do Ciebie o tym, czym w danym momencie żyję, a dzisiaj żyję właśnie tą treścią i bardzo chciałem się nią z Tobą podzielić.
Daj znać, czy mój list w jakikolwiek sposób w Tobie rezonuje. Po prostu odpisz na tego maila. 💁♂️ Chętnie posłucham, co o tym myślisz.
Tymczasem pozdrawiam zwinnie ;)
Polecaj Zwinny Newsletter i zgarniaj bonusy!
Znasz kogoś, komu wiedza ze Zwinnego Newslettera też się przyda? Świetnie się składa! Polecaj mój newsletter i zgarniaj kursy, niespodzianki, gadżety i wiele więcej!
👇 Nie musisz szukać! Linki do polecania są tutaj. Wystarczy, że wybierzesz odpowiedni kanał:
PS: Od następnej nagrody dzieli Cię jedynie [RH_TOTREF GOES HERE] poleceń! 🎉
|
Poniżej znajdziesz kilka ostatnich wydań newslettera. Rzuć na nie okiem w wolnej chwili i daj się zainspirować.
Ostatnio siedzieliśmy na zajęciach z literatury muzycznej na Akademii Muzycznej. I rozmawialiśmy o przełomach. O tym, jak rodziły się nowe style muzyczne. Jazz, który był skandalem. Dodekafonia, której nie chciały sale koncertowe. Rock and roll, który „deprawował młodzież”. Za każdym razem ten sam schemat. Nowe brzmienie pojawia się na horyzoncie, a środowisko zaciska pięści. Krytykuje. Odrzuca. Czasem przez lata całe. I nagle ktoś wspomniał o Chaplinie. Chaplin przez lata odmawiał pracy w...
W ostatnim newsletterze pisałem Ci o kosmitach. O tym, jak bardzo chcemy, żeby „ktoś tam był”. Ktoś mądrzejszy, ktoś z zewnątrz, ktoś kto wie więcej i zdejmie z nas ciężar odpowiedzialności za własne życie. Ten tekst był o potrzebie zewnętrznego punktu oparcia. Dzisiaj chcę pójść o krok dalej. I przyznam, że to jeden z trudniejszych tekstów, jakie przyszło mi napisać. Bo dotyczy czegoś, co jest zdecydowanie bliżej mnie niż kosmici. Przez prawie czterdzieści lat życia musiałem mieć kogoś, na...
Jechaliśmy z Olą w Gorce. Droga długa, rozmowa leniwa, jeden z tych momentów, kiedy myśli płyną same. I nagle, nie wiem skąd, wyskoczył mi temat kosmitów. – A co, jeśli tam ktoś jest? – zapytałem. Ola zastanowiła się chwilę. – A co, jeśli tam nikogo nie ma? I wtedy poczułem coś dziwnego. Jakiś taki lekki niepokój. Jakby ta druga opcja była… cięższa. Dlaczego tak bardzo chcemy, żeby „ktoś tam był”? Bo to by znaczyło, że ktoś wie lepiej. Ktoś już przez to przeszedł. Może patrzy. Może pomoże. A...